kultura codzienna, a raczej jej brak?

Więcej
10 lata 7 miesiąc temu #2273 przez bartekchiny
Fajnie... dyskusja się rozwija, a nawet schodzi na inne tematy.

Odnośnie moich zdjęć... no cóż wygrywa estetyka. Jakoś nie myślę o fotografowaniu charkających ludzi, zasranych chodników, czy sikających dzieci (to by nawet podchodziło pod pedofilię). Poza tym sporo zdjęć sprzedaję teraz, więc nikt bródu nie kupuje. Dziękuje za odwiedziny i zawsze zapraszam, może jutro dodam jakieś nowe fotki.

Co do kultury, przyzwoitego zachowania. Pewnie... nie musimy wcale narzucać naszych zasad. Ale tak się zastanawiam (znam tyle Chinek), czemu one wolą białych facetów? Pomyślmy... może chodzi o to przepuszczanie, o drobinę romantyzmu, dżentelmeństwa. Na miejscu Chińczyków bardzo bym się martwił, nie dość, że mają za dużo chłopów to jeszcze dziewczyny uciekają im w ramiona białych. I co powiecie na ten argument? Według mnie zwykły savoir-vivre wygrywa z chamstwem. Ilu ja Chińczyków widziałem w autobusach, siedzących wygodnie, a ich dziewczyny, czy żony stoją z siatkami.

Co do ruchu ulicznego to mogę napisać książkę na ten temat. Ogólnie też im się stawiałem (sporo jeździłem na kolarzówce), walczyłem z kierowcami, jak z wiatrakami. Oni po prostu nie rozumieją naszych roszczeń co do pierwszeństwa i zielonego światła. Koleżanca radzę uważać. Też zwalniałem na przejściu, ale to ryzykowne, ich hamulce, albo mózg (chińscy kierowcy mają dwie kule, które pływają w żelu, one rzadko się stykają, więc nie myślą podczas jazdy).  To jest naprawdę niebezpieczne! Po co leżeć w szpitalu przez idiotów?

Zdarzyło mi się napisać artykuł do Focusa ( http://www.focus.pl/cywilizacja/zobacz/publikacje/piec-osob-na-metr-kwadratowy/ ). Pisałem tam o tej przestrzeni. Zwykle ludzie potrzebują 0,5-1 metr prywatnej, nietykalnej przestrzeni, którą mogą naruszyć tylko najbliższe osoby. W Chinach tego nie ma, im to nie przeszkadza, życie w gromadzie to dla nich raj.

A moja żona odpoczęła w Zakopanem, było super, wcale się nie bała otwartej przestrzeni. Marzymy o powrocie i już bardzo powoli się szykujemy. Jak ktoś już napisał, na siłę tu nie trzeba siedzieć. Zawsze to jakaś przygoda, ale skoro mnie to męczy coraz bardziej to już strategicznie planuję powrót, ale to zajmie trochę czasu, więc jeszcze się będę skarżył nie raz. He he!

__________________
Pozdrawiam
Bartek

www.fotochiny.com

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
9 lata 10 miesiąc temu #3097 przez aimier
Tak, jak człowiek tak łazi po mieście i patrzy to go nachodzą myśli, się człowiek zastanawia: rzeczywiście z czego wynika ten kontrast w zachowaniu? Ja osobiście bardzo żałuje ze nie doczytałem "Przemiany obyczajów w cywilizacji Zachodu" autorstwa Norberta Eliasa, tam jest dość ładnie pokazane (pomijając cale rozważania o przeciwstawieniu w języku niemieckim pojęć "kultura" i "cywilizacja"), jak bardzo ten cały reżim formalny, któremu poddany jest człowiek "kulturalny" (czyli nie-cham, nie-prostak) ma charakter relatywny i uwikłany historycznie. To ze to ułatwia życie jest ściemą, pisanie takich rzeczy jest jedynie dowodem na to w jakim stopniu system ten uległ internalizacji, nie ma on żadnego innego znaczenia jak tylko wyznaczenie różnicy. Pierwotnie chodziło o różnice pomiędzy  stanem szlacheckim a pozostałymi stanami... potem? Odsyłam do Eliasa. Dystynkcje można zawsze przeprowadzić inaczej.
Co jest warte namysłu, przynajmniej dla mnie, to te zamiłowanie Chińczyków do small talków i stawianie tych samych rytualnych pytań, zwłaszcza o pochodzenie. Większość ludzi nie ma najmniejszego pojęcia o Polsce i miesza im się 波兰,芬兰,荷兰. Choć bywa ze zdarzaja sie rozmowcy, ktorzy staraja sie zablysnac i np. zadaja pytanie o to czy w Polsce mieszkaja sami Żydzi :)

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
9 lata 9 miesiąc temu #3152 przez Niamey


O nie, droga Edyto, albo to zaakceptujesz i się przyzwyczaisz, albo sfiksujesz


w pełni się z tym zgadzam :D Moje doświadczenie było takie, że przez pierwszy miesiąc pobytu przechodziłam różne fazy frustracji, agresji, apatii itp. itd. Nie mogłam powstrzymać odruchowego wykrzywienia się na widok spluwających siarczyście ludzi, na początku panicznie bałam się przechodzić przez ulicę, reagowałam alergicznie na taksówkowych naganiaczy, na kolejne kulawe zaczepki pt. "heloł yur soł biutiful" reagował cokolwiek negatywnie i od czasu do czasu mówiłam do siebie na głos po polsku. Po pewnym czasie wszystko przeszło, zaakceptowałam naganiaczy, odnalazłam radość w przechodzeniu przez ulicę :P, przestałam zauważać, że w niektórych miejscach permanentnie się na mnie gapią (a co więcej przestało mi to przeszkadzać). Po powrocie do Polski, gdy przechodziłam na pasach i samochód się przede mną zatrzymał, byłam tak zaskoczona, że dostałam ataku śmiechu.
Dla mnie kluczowym momentem, było gdy przestałam postrzegać tych ludzi, jako jakichś dziwnych kosmitów, ale zaczęłam się zastanawiać się, jakie są powody ich zachowania, dlaczego tak dziwnie jeżdżą, dlaczego krzyczą, dlaczego mnie zaczepiają i się gapią.
Pewien mój znajomy kwitował wszystkie moje rewelacje o Chinach hasłem "no wiesz, to jest po prostu inna kultura..." - i tu padało odpowiednie dookreślenie - inna kultura drogowa, kulinarna, komunikacyjna itd. W jego ustach było to rzecz jasna lekką kpiną, ale nie sposób się z tym nie zgodzić.
I jeszcze jedna refleksja, w związku z tym, że Chińczycy to dla nas ci "inni" w automatyczny sposób przychodzą nam generalizacje - gburowaty celnik staje się emblematycznym przykładem chińskiego chamstwa. Miałam dużo szczęścia i ze strony Chińczyków spotkały mnie prawie same miłe rzeczy. Na tej podstawie mogłabym uogólnić, że Chińczycy, to sympatyczny, uprzejmy, zawsze uczciwy i starający się pomóc naród. A przecież nie potrzeba wiele doświadczenia, by wiedzieć, że to nie do końca prawda. 

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
9 lata 7 miesiąc temu #3395 przez ikari_yui
Witam,

Chciałabym zacząć od tego, że uwielbiam  życie w Chinach i z pewnością wrócę tam na dłużej ale muszę zgodzić się z autorem tematu. Ja rozumiem, że Chiny można uwielbiać i cieszyć się życiem tam ale nie powinniśmy zaprzeczać podstawowym faktom życia codziennego w  Chinach.

Chińczycy plują, bekają, wymiotują na ulicach, publicznie załatwiają również inne potrzeby fizjologiczne, w toaletach często nie trafiają do dziury i dekorują ją na około zostawiając w bonusie kupę niedopałków. W pociągach świnią niewyobrażalnie, plują pod siebie i potem na tym siadają, dzieci sikają do śmietnika przy którym stoisz, palą bez otwierania okien. Poza tym palą wszędzie w taksówce, restauracji etc. Widok po posiłku w restauracji tez potrafi zatrwożyć. Kultura prowadzenia pojazdów została już wspomniana. Pozostaje jeszcze kwestia chińskiego disco polo  puszczanego permanentnie w każdym publicznym środku komunikacji, najlepiej przez kilka osób na raz jakby robili sobie konkurencję. Awantury na dworach, przy zakupach. Wpychanie się w kolejki i udawanie głupiego, że nie wiedzą o co chodzi. etc.

Kultura" codzienna, zasady dobrego zachowania itp w jakich nas wychowano nie sa czyms uniwersalnym i na calym swiecie jednakowym.
To nie jest jedyna, poprawna i nie podlegajaca dyskusji "kultura


To nie jest kwestia odmiennej kultury. To jest kwestia zaniku kultury.
Kraj ten wybił swoje elity, zniszczył kulturę wysoką, sztukę, dziedzictwo historyczne. Chcecie mi powiedzieć, że Chińczycy zawsze pluli i sikali po kątach? I że to właśnie jest kultura kraju środka, który był w swoim czasie najbardziej rozwiniętym na świecie? Przepraszam ale takie twierdzenia są uwłaczające dla samych Chińczyków. Nie możemy nazywać kulturą tak niezwykłego kraju i narodu takiego prymitywizmu. I naprawdę nie piszcie, że patrzę na to z perspektywy europocentrycznej. Jest to raczej perspektywa nie zapominająca o ewolucji rodzaju ludzkiego. i dotychczasowych osiągnięciach Chińczyków

Skoro ma to być wyjątkowa kultura narodu chińskiego to dlaczego nie jest tak na Tajwanie? Bo nie przeszli oni przez takie piekło jak Chińczycy na kontynencie.  Nie żyli oni w takiej nędzy i tak bardzo skoncentrowani po prostu na przeżyciu. Wszyscy czytaliśmy w liceum o zaniku kultury w człowieku w chwilach ciągłego zagrożenia życia.

Dlaczego w Pekinie, czy ludzi bogatszych takie zachowania zanikają czy są negowane?
Dlaczego któryś z oficjeli partyjnych nie beknie lub nie splunie sobie w trakcie przemowy dla dodania kolorytu?
Czyżby na Tajwanie i wśród warstw wyższych wyrzekano się tradycyjnej kultury chińskiej? Chcecie mi powiedzieć, że Chińczyk musi bekać, pluć etc bo inaczej nie byłby Chińczykiem?

Ja rozumiem, że szok kulturowy bywa straszny i momentami ma się ochotę specjalnie tym Azjatom robić na złość, ale czy nie można po prostu olać tych ich „wad” i cieszyć się z pobytu? Ja wiem, że mnie jest łatwo mówić bo jeszcze w żadnym państwie azjatyckim nie byłam, ale prawdopodobnie właśnie olewałabym to co mnie wkurza i patrzyłabym na pozytywne strony takiego wyjazdu bo w końcu pobyt np. w Chinach kiedyś się skończy i trzeba będzie wrócić do szarej, polskiej rzeczywistości.


Niltinco kiedy zaczynasz się zakochiwać w kraju, w którym żyjesz, kiedy uwielbiasz jego ludzi, gdy po prostu pobyt w kraju jest Twoim życiem, a nie po prostu wycieczką trudno Ci się odciąć od rzeczywistości. Oczywiście, że człowiek zagryza zęby i udaje, że nic się nie stało gdy po raz kolejny prawie obsikało go chińskie dziecko. Ale to nie o to chodzi, żeby znosić to wszystko. Ciężko jest patrzyć na to jak naród zniszczył sam siebie. Na konsekwencje błędów historii.

Chiny to mój ulubiony kraj na świecie. I wierzę, że Chińczyków stać na więcej niż to wszystko o czym wspomniałam. Wierzę, że to nie jest kultura chińska tylko cena jaką płaci naród za błędy swoich przywódców. Spójrzmy na to jak wygląda Polska i ile czasu zajmuje nam odrodzenie się po wymordowaniu polskich elit w czasie II WŚ oraz po komunizmie. Jestem przekonana, że Chiny odrodzą się kiedyś nie tylko jako potęga gospodarcza ale i powrócą do swoich bogatych tradycji kulturowych.

To chyba tyle.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
4 lata 11 miesiąc temu #6688 przez Madelleines
Ja wraz z moim kolegą z byłych studiów sinologicznych przeprowadziliśmy się do Chin i podjęliśmy naukę na Taizhou University. Małe miasto -1 milion mieszkańców-, standardowo trąbienie, bekanie przy stole, wypluwanie jedzenia obok talerza czy też na podłogę -da się przyzwyczaić-, do jednej rzeczy nie mogę się przyzwyczaić. Otóż wbijanie wzroku w nasze osoby, robienie nam zdjęć `z ukrycia`, odwracanie się za nami, krzyczenie Hello dopóki im nie odpowiesz (zazwyczaj odpowiadamy po chińsku co jest dla nich szokiem). Męczące, w szczególności gdy masz kaca, a musisz coś załatwić na mieście.. Najgorsze jest to, że jestem tu od ponad miesiąca i wiem, że oni nigdy się do mnie nie przyzwyczają i przez cały rok będę słyszała: "WOW ,美国人" (nie będę każdemu z osobna tłumaczyć, że jestem Polką). Zaczynam żałować, że zdecyowałam się na małe miasto, a nie np. na Pekin...

Studentka Literatury Chin w Chińskim mieście Linhai.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
4 lata 11 miesiąc temu #6689 przez Szwed
Hej hej, w Pekinie wcale nie jest różowo i często dostaję dzieci na ręce do cykania fotek, bądź właśnie Chińczycy bezczelnie robią mi zdjęcia z ukrycia. I też wołają na mnie 美国人... Ale w małym mieście jest pewnie 10x gorzej...

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Czas generowania strony: 0.252 s.
Zasilane przez Forum Kunena